-
Jeszcze o rowerach... | "Wiesiaczek" <ciotkazielinska@vp.pl>
Pytanie: Skąd się bierze mania nie sygnalizowania wyprzedzania rowerzysty?
Jest to dosyć stresujące, gdy poprzedzający samochód wyprzedza rowerzystę
"na milimetry" bez żadnej sygnalizacji takiego manewru.
Również w nocy, jeśli jadący przede mną kilkaset metrów samochód sygnalizuje
wyprzedzanie niewidocznego często rowerzystę, znacznie poprawia mi komfort
jazdy.
Czyżby oszczędność żarówek czy zwykłe "a chuj mnie obchodzi jadący z tyłu"?
--
Pozdrawiam (dziś z Wawy) - Wiesiaczek
"Ja piję tylko przy dwóch okazjach:
Gdy są ogórki i gdy ich nie ma"
-
Re: Jeszcze o rowerach... | gomspam@gmail.com
On 14 Wrz, 20:51, "Wiesiaczek" wrote:
> Czyżby oszczędność żarówek czy zwykłe "a chuj mnie obchodzi jadący z tyłu"?
IMHO sami rowerzyści prowokują tego typu zachowania. Gdyby nie
trzymali się tak kurczowo prawej krawędzi jezdni, tylko kierowali się
ku jej środkowi, kierowca czy chce czy nie chce będzie zmuszony do
zjechania na drugi/przeciwległy pas ruchu - tym samym (niejako
podświadomie) zasygnalizuje swój zamiar.
Wiem, że zaraz odezwą się głosy, iż rowerzysta powinien trzymać się
możliwie jak najbliżej prawej krawędzi jezdni. Na szczęście nikt nie
sprecyzował co to znaczy "możliwie jak najbliżej" :) Sam jeżdżę w ten
sposób rowerem i uważam, że zwiększa to bezpieczeństwo - zarówno moje,
jak i kierownika, który mnie wyprzedza.
--
Gom
-
Re: Jeszcze o rowerach... | MichałG <grodmich@wp.pl>
Wiesiaczek pisze:
> Pytanie: Skąd się bierze mania nie sygnalizowania wyprzedzania rowerzysty?
>
> Jest to dosyć stresujące, gdy poprzedzający samochód wyprzedza
> rowerzystę "na milimetry" bez żadnej sygnalizacji takiego manewru.
> Również w nocy, jeśli jadący przede mną kilkaset metrów samochód
> sygnalizuje wyprzedzanie niewidocznego często rowerzystę, znacznie
> poprawia mi komfort jazdy.
> Czyżby oszczędność żarówek czy zwykłe "a chuj mnie obchodzi jadący z tyłu"?
>
a tam zaraz tak nieładnie...
bo sygnalizuję sie zamiar zmiany pasa ruchu lub kierunku jazdy, a nie
fakt wyprzedzania rowerzysty. Ja tez jakoś nie lubię dyskotekowców na
drodze...
pozdrawiam
Michał
-
Re: Jeszcze o rowerach... | "Cavallino" <cavallinoBEZ-SPAMU@konto.pl>
Użytkownik napisał w wiadomości news:
>IMHO sami rowerzyści prowokują tego typu zachowania. Gdyby nie
>trzymali się tak kurczowo prawej krawędzi jezdni, tylko kierowali się
>ku jej środkowi
To by częściej mandaty powinni dostawać.
>Wiem, że zaraz odezwą się głosy, iż rowerzysta powinien trzymać się
>możliwie jak najbliżej prawej krawędzi jezdni.
Nie tylko rowerzysta, każdy pojazd.
> Na szczęście nikt nie
>sprecyzował co to znaczy "możliwie jak najbliżej" :) Sam jeżdżę w ten
>sposób rowerem
Jedź lewym pasem, co se będziesz żałował.
Podobnie jak Cię TIR zdmuchnie do rowu, ja też bym Cię nie żałował, nawet
się ucieszę, że jednego debilnego blokersa drogowego mniej.
-
Re: Jeszcze o rowerach... | "Wiesiaczek" <ciotkazielinska@vp.pl>
Użytkownik "MichałG" napisał w wiadomości
news:gajn65$s13$1@inews.gazeta.pl...
> Wiesiaczek pisze:
>> Pytanie: Skąd się bierze mania nie sygnalizowania wyprzedzania
>> rowerzysty?
>>
>> Jest to dosyć stresujące, gdy poprzedzający samochód wyprzedza rowerzystę
>> "na milimetry" bez żadnej sygnalizacji takiego manewru.
>> Również w nocy, jeśli jadący przede mną kilkaset metrów samochód
>> sygnalizuje wyprzedzanie niewidocznego często rowerzystę, znacznie
>> poprawia mi komfort jazdy.
>> Czyżby oszczędność żarówek czy zwykłe "a chuj mnie obchodzi jadący z
>> tyłu"?
>>
> a tam zaraz tak nieładnie...
> bo sygnalizuję sie zamiar zmiany pasa ruchu lub kierunku jazdy, a nie fakt
> wyprzedzania rowerzysty. Ja tez jakoś nie lubię dyskotekowców na drodze...
Ok, rozumiem, że reprezentujesz drugą opcję :)
Bo ja wolałbym wiedzieć, że jadący przede mną zamierza wyprzedzić
rowerzystę.
Czasami zdarza się, że takiego niemigającego zaczynam w tym momencie
wyprzedzać, też na styk (bo tak mi prawo pozwala).
Wyobraź sobie jego reakcję, gdy nie może odbić w lewo i musi gwałtownie
hamować za rowerem.
--
Pozdrawiam (dziś z Wawy) - Wiesiaczek
"Ja piję tylko przy dwóch okazjach:
Gdy są ogórki i gdy ich nie ma"