Dyskusje / Re: Diesel - czy to naprawdę diabeł wcielony?

  • Re: Diesel - czy to naprawdę diabeł wcielony? | "[Cichy]" <cichyq@interia.pl>
    Pytanie tylko czy ktos potrzebuje bagaznika i czy chce tankowac gaz co
    pareset km.

    Pozdrawiam.


  • Re: Diesel - czy to naprawdę diabeł wcielony? | "Cavallino" <cavallinoBEZ-SPAMU@konto.pl>
    Użytkownik "Blyskacz" napisał w wiadomości
    news:gts23l$6ed$1@inews.gazeta.pl...
    > Cavallino wrote:
    >
    >> Tylko instalka inna (jego zdaniem lepsza) niż mieli rok wcześniej
    >> założone znajomi.
    > Zapomniales tylko napisac, ze ta instalka to, jesli mnie pamiec nie myli,
    > KME Diego - swego czasu najtansza i najgorsza dostepna instalacja
    > "wtrysku" LPG.

    Nic nie zapomniałem, ale dla mnie - laika, ta nazwa mówi dokładnie tyle samo
    co nazwa jakiegoś kombajnu.
    Ale zgadzam się - zagazowane auta nie są dla laików.
    Dlatego już się na taki pomysł nie dam namówić, a i innym którzy nie są
    fachurami od lpg odradzam.
    Za dużo kłopotów w stosunku do zysku, zwłaszcza kłopotów potencjalnych.

  • Re: Diesel - czy to naprawdę diabeł wcielony? | "Robert_J" <rob_33@wp.pl>
    > jakby nie patrzyl na ekonomie to by nie zadal poczatkowego pytania....

    A gdzie tam jednoznacznie napisane że koszty to podstawowe kryterium? ;-)

  • Re: Diesel - czy to naprawdę diabeł wcielony? | "Robert_J" <rob_33@wp.pl>
    > Co masz na swej myśli, gdy piszesz o serwisowaniu samochodu,
    > który ma mniej niż 3 lata? :) Wymianę oleju w silniku? :)

    A choćby i wymiany :-). Polak zaraz po gwarancji zaczyna oszczędzać na
    wszystkim... Weź pod uwagę że auta firmowe nie mają raczej małego przebiegu,
    więc okazji do wizyt w serwisie jest dużo. Tamte auta sprowadzane przez
    znajomego są zawsze serwisowane w ichnich ASO, bo tak nakazuje umowa
    leasingowa. Poza tym nawet jeśli któreś było gdzieś bite to naprawa była
    robiona zawsze w ASO, bo tak nakazuje umowa leasingu. A u nas... wiesz jak
    jest ;-)

  • Re: Diesel - czy to naprawdę diabeł wcielony? | "Eneuel Leszek Ciszewski" <prosze@czytac.fontem.lucida.console>

    "Robert_J" gts3bt$cn4$1@inews.gazeta.pl

    >> Co masz na swej myśli, gdy piszesz o serwisowaniu samochodu,
    >> który ma mniej niż 3 lata? :) Wymianę oleju w silniku? :)

    > A choćby i wymiany :-). Polak zaraz po gwarancji zaczyna oszczędzać na wszystkim...

    Ja lałem do Mercedesy z 1984 olej najlepszy lub prawie najlepszy.
    Mobil 1 0W40 i 5W50, podczas gdy w serwisie laliby w najlepszym wypadku
    jakiegoś Castrola 15Wcośtam. :) Dbałem o to, aby szpilki w kołach przykręcano
    zalecanym momentem 110 Nm, nie na oko... Nawet tłoczki hamulcowe rozpychane
    były u mnie rękami/palcami, nie łychami czy łomami, a przy okazji wymieniania
    klocków hamulcowych, były czyszczone tłoczki zacisków i same zaciski...

    > Weź pod uwagę że auta firmowe nie mają raczej małego przebiegu, więc okazji do wizyt w serwisie jest dużo.

    Więc pytam -- co trzeba serwisować w tak świeżym samochodzie?
    Po tym, co przeżyłem ze stara Mercedes, uważam, że tak do 100
    tysięcy km niczego nie trzeba wymieniać poza olejami i klockami
    hamulcowymi oraz tarczami hamulcowymi, z tym że te ostatnie trzeba
    wymieniać tylko wówczas, gdy się solidnie hamowało. :) Ewenementem
    w Mercedesie był symering tylny silnika. :) (koszt wymiany ogromny
    i niezależny od jakości części, zaś sam oryginalny :) symering
    kosztował kilka dych w autoryzowanym serwisie Mercedesowym)

    > Tamte auta sprowadzane przez znajomego są zawsze serwisowane w ichnich ASO,

    Ale czego potrzeba tak świeżym autom? Oleju w silniku?

    > bo tak nakazuje umowa leasingowa. Poza tym nawet jeśli któreś było gdzieś bite to naprawa była robiona zawsze w ASO, bo tak
    > nakazuje umowa leasingu. A u nas... wiesz jak jest ;-)

    Naprawa w białostockim serwisie autoryzowanym była diabła warta -- całkowicie
    (nadwozie całkowicie) malowany samochód skorodował doszczętnie w ciągu paru lat.

    Jesienią (późnym latem) 2007 roku samochód był remontowany w warsztacie co
    najmniej nieautoryzowanym i jak dotąd wygląda całkiem dobrze, przynajmniej
    w tych miejscach, które były reperowane...

    Jakość naprawy u autoryzowanego blacharza może być złudną. :)

    Podobnie z jakością oryginalnych części. NA przykład siedzenie oryginalne
    wytrzymało kilkanaście lat (chyba 16, w tym co najmniej 9 solidnego jeżdżenia)
    ale już oryginalna część zakupiona w Mercedesie połamała się po trzech latach
    delikatnego używania...

    -=-

    Raczej bym powiedział, że firmowe auta sprzedawane po 3 latach używania
    to ,,żywe trupy'', o które nikt nie dbał. :) I właśnie po tych trzech
    latach zaczynają się sypać. Na oko wszystko jest w porządku, ale wewnątrz
    masa drobiazgów czeka na wymianę, której dokona nowy właściciel.

    --
    .`'.-. ._. .-.
    .'O`-' ., ; o.' eneuel@@gmail.com '.O_'
    `-:`-'.'. '`\.'`.' ~'~'~'~'~'~'~'~'~ o.`.,
    o'\:/.d`|'.;. p \ ;'. . ;,,. ; . ,.. ; ;. . .;\|/....

  5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15  

Podobne